Jak się mierzy wyniki oglądalności?

Trochę szok, bo uwielbiam te wszystkie cyferki i nie wiem, jakim cudem umknęły mi wyniki oglądalności stacji telewizyjnych za luty. Omal nie przeoczyłem tego, jak bardzo skoczyły mi słupki. Hasztag #tryumf. CANAL+ FILM w lutym miał się o jedną trzecią lepiej niż rok temu, a w najważniejszej, komercyjnej grupie widzów (16-49) poleciało mi do góry aż o 65 procent. Dzisiaj okazało się, że równie dobry był marzec. Tak się tworzy ramówkę, kochaneczki.

Kto choć odrobinę śledzi rynek medialny wie, jak ważne są te dane. Dla mnie to czysta informacja, co widzowie lubią, a czego nie lubią, bo na kanałach filmowych CANAL+ nie ma reklam, ale dla telewizji ze spotami reklamowymi wyniki oglądalności stanowią źródło dochodu – im więcej widzów zobaczy reklamę, tym więcej kasy wpadnie do firmy. Dobra oglądalność to też sukces wizerunkowy. Na tym polu, w trwającym sezonie zima/wiosna 2019, średnio się wiedzie na przykład nowym serialom TVN, a w szerszej perspektywie – Telewizji Narodowej.

Po dobrej zmianie w TVP prezes Jacek Kurski zaczął kwestionować liczby, które spływały, bo te z tygodnia na tydzień spływały mu coraz mizerniejsze. „Wiadomości”, kiedyś najchętniej oglądany serwis informacyjny nad Wisłą, dziś stale widzą plecy liderujących „Faktów”, a często też nie udaje im się dogonić polsatowskich „Wydarzeń”. Czy paski grozy odstraszyły widzów? W ubiegłym tygodniu Rada Języka Polskiego po analizie tego, co się w nich wypisuje stwierdziła, że 75 procent to perswazje, emocje oraz manipulacje, więc widzowie odpłynęli.

Nie tylko prezentowane w propagandowy sposób newsy nie zyskały aprobaty oglądających, ale również całodzienne udziały głównych kanałów TVP notowały niechlubne rekordy, w niektórych dniach walcząc o widza z niszowymi TVN7 czy TV4. TVP Info (dostępne w całej Polsce ze zwykłego druta) ma znacznie gorsze wyniki niż ekstra płatny TVN24.

Dlatego prezes TVP szybko zaczął publikować „własne” wyniki , gdzie – rzecz jasna – jest ciągłym liderem. Dla reklamodawców nie mają one większego znaczenia, ale czy Jacek Kurski ma rację ostro krytykując najważniejsze dla telewizyjnego rynku pomiary? Jakie są argumenty za, a jakie przeciw? Skąd w ogóle wiadomo ilu widzów obejrzało  nowe odcinki „Big Brothera”, Ligę Mistrzów UEFA i wieczorny kabareton? Czy telewizory, niczym laptopy i smartfony, podglądają nas, podsłuchują i przekazują wszystko dalej?

Wszyscy przerażeni myślą „och, nie, telewizor widział co przed nim robiłem?” mogą odetchnąć z ulgą. Podsłuchiwani są tylko ci, którzy wyrażą na to zgodę (przynajmniej w kwestii telemetrii). Badaniem oglądalności w Polsce zajmuje się firma Nielsen Audience Measurement, która stworzyła specjalny panel – w niespełna dwóch tysiącach polskich gospodarstw domowych zainstalowane są urządzenia, które rejestrują to, co oglądają domownicy. Telemetry. Telemetr ma pilota. Pilot ma guziki. Członkowie rodziny też mają guziki. Osobiste guziki na tym pilocie. I za każdym razem, kiedy oglądają, muszą się też zameldować. Zosia z panelu wychodzi na imprezę, ale mama z panelu dalej ogląda? Zosia daje znać telemetrowi. Zosia naciska swój guzik. Mama nic nie naciska, bo dalej siedzi na kanapie. I tak to wygląda.

Telemetr podłączony np. pod dekoder telewizji satelitarnej czy kablówki zbiera te wszystkie ruchy widzów, przypisuje liczbę panelistów do konkretnych programów, wysyła to do centrum firmy Nielsen i tam dane są sumowane, analizowane i konwertowane na liczbę wszystkich widzów w kraju. Czy zatem te badania mogą być uznane za wiarygodne, skoro niespełna dwa tysiące urządzeń, z których korzysta mniej więcej pięć tysięcy osób, robi wyniki za miliony?

Raczej tak. Ale troszkę też nie.

Raczej tak.

Panel nie jest przypadkowy – jest to mały przekrój społeczeństwa. Przykładowo, jeżeli w kraju 52 procent ludzi stanowią kobiety, to w panelu procent też będzie taki. Ważne są różne czynniki – płeć, wiek, miejsce zamieszkania, wykształcenie czy sposób odbioru TV. I to ta „Polska w pigułce”, oglądając z telemetrami stacje telewizyjne, później jest konwertowana na całą populację z ostatecznym wynikiem wyrażanym w dziesiątkach, setkach tysięcy, a przy hitowych programach – w grubych milionach. W przypadku dużych stacji, nadających naziemnie (zatem dostępnych wszędzie), trudno mówić o wielkich niezgodnościach, kłamstwach czy nawet wrogim zaniżaniu słupków. Są to raczej czytelne sygnały dla rynku i nie ma co się obrażać. Telemetry wyraźnie pokazywały tendencję spadkową w sekcji info-publicystycznej TVP po politycznej zmianie, ale na przykład wydarzenia sportowe, programy rozrywkowe czy seriale trzymają się tam nadal nieźle i jak dobrze zawieje to centrum prasowe TVP ma się czym chwalić i śmiało to robi. Zakończony właśnie kwartał, po serii słabych miesięcy, też jest dla TVP całkiem-całkiem – Jedynka jest liderem oglądalności, jednak Dwójka grzeje nadal czwarte miejsce (za Polsatem i TVN). Ten kwartał nie należy za to do rewelacyjnych w TVN-ie – nowości ramówkowe radzą sobie przeciętnie, dlatego stacja spadła na trzecie miejsce w rankingu, a w grupie 16-49 jest co prawda nadal pierwsza, lecz tylko minimalnie wyprzedza Polsat. Ale TVN nie krzyczy, że ktoś tu coś fałszuje i  ktoś tu kogoś okrada. A TVP? Kiedy Nielsen pokaże słabszy wynik to prezes z prędkością światła publikuje własne tabelki prosto z dekoderów telewizji kablowej Netia, przy okazji krzycząc, że paneliści Nielsena o-szu-ku-jo.

Tak zwane wyniki MOR (Model Oglądalności Rzeczywistej) to stałe źródło przechwałek pana Jacka, który często tweetuje, że „nic poza TVP się nie liczy”, wrzucając wykresy Netii na potwierdzenie tej tezy. Liczby te pochodzą ze znacznie większej (niż nielsenowska) bazy, bo nawet kilkuset tysięcy dekoderów i za pomocą jakiegoś współczynnika są mnożone, tak żeby J.K. mógł ćwierkać, że miał nie dwa miliony widzów wieczorem, a trzy i pół (a jak nawet i tu się nie powiedzie to już siedzi cicho). O ile zdecydowanie najsłabszym ogniwem Nielsena jest lekko skromny panel, który faktycznie może nie robić wrażenia przy setkach tysięcy Netii, to jednak trudno wyniki z jednej kablówki obiektywnie przeliczyć na cały kraj z powodów kilku. Problemem jest tu właśnie to mnożenie, przez „jakiś współczynnik” i przekształcanie danych z Netii na preferencje ogólnokrajowe. My, w CANAL+, też mamy swoje piki i swoje dekoderowe dane, z których jasno wychodzi, że widzowie naszej platformy oglądają nasze kanały zdecydowanie chętniej niż abonenci kablówek. Gdybyśmy teraz mnożyli te własne liczby przez jakiś-tam współczynnik to mogłoby wyjść, że CANAL+ jest najchętniej oglądaną stacją w Polsce.

Trochę koloryzuję, ale chcę pokazać, o co chodzi w MOR.

Przede wszystkim, Netia prezentuje informacje o włączonym dekoderze, a nie liczbie widzów przed nim, bo tego, czy ktoś tam siedzi i faktycznie gapi się w pudło po prostu nie wie. Nie wie, czy program ogląda cała rodzina, ilu rodzina ma członków, czy może to jedna osoba skacze sobie po kanałach, a może jakieś dziecko włączyło coś niechcący i uciekło z pokoju. I ta liczba włączonych dekoderów jest podstawą do tworzenia szacunków MOR dla całego kraju. Ponadto, Netia to kablówka dostępna tylko w niektórych miastach. W wielu jej nie ma, nie wspominając o mniejszych miejscowościach czy wsiach. Nie jest to nawet największa sieć kablowa w kraju. Liczba abonentów telewizji satelitarnej CANAL+ i Cyfrowego Polsatu to kolejne miliony, a wielu ogląda telewizję dzięki zwykłej naziemnej antenie .Tych ludzi nie ma w pomiarach Netii, a przecież mają oni swoje preferencje i stanowią lwią większość rynku oglądających. Klienci Netii mają swoje specyficzne upodobania – zupełnie różne od sympatii abonentów konkurencji. Tak jak wspomniałem, ludzie z platformy CANAL+ (wcześniej nc+) chętniej oglądają TVN i CANAL+ właśnie. Ludzie z Cyfrowego Polsatu – Polsat.  Jeszcze coś innego lubią klienci lokalnych kablówek. A jeszcze inne rzeczy ogląda się w telewizji naziemnej z ograniczoną liczbą kanałów. Netia tego nie uwzględnia. Netia nie ma w ofercie większości z 200 nadających po polsku stacji, więc w wynikach MOR jest spora luka, która z automatu premiuje stacje tam dostępne. Dlatego tworzenie z tych danych wykresów o oglądalności w całej Polsce to spore uproszczenie.

Oczywiście z punktu widzenia analityków te dane są arcyciekawe, ale uznawanie ich za stuprocentowy wyznacznik oglądalności jest ruchem dość kontrowersyjnym. Myślę, że prezes to wie. Ale prezes to rasowy polityk, więc wie też jak się sprzedawać. :) Wiedzą to też chyba w samej Netii, bo kiedy TVP rozpisała nowy konkurs na firmę oficjalnie mierzącą oglądalność dla Telewizji Polskiej to nikt się nie zgłosił. Tak, nawet oni, tak chwaleni przy Woronicza, odpuścili ten przetarg doskonale zdając sobie sprawę, jakim narzędziem jest MOR i do czego może służyć, a do czego nie. Nielsen też go olał i TVP musiała spuścić z tonu, żeby mieć jakiekolwiek wiążące dla reklamodawców wyniki (bo mimo ogromnej kasy od rządu i tak nadaje mnóstwo reklam, a ktoś musi zmierzyć rzetelnie ilu widzów je zobaczyło). A pierwotny przetarg uderzał z wysokiego C – TVP chciało mieć na przykład wgląd do danych dotyczących panelistów. Wyobrażacie sobie te wjazdy agentów tefaupe na chatę o 6:00? Oglądaj nas ty mały $&*#&!, bo mamy za mało kasy z reklam, jeszcze raz włączysz TVN to cię dojedziemy. Jaki kurła Big Brother? Tylko Sanatorium Miłości i Wiadomości na Jedynce, CO-DZIEN-NIE . A dla niepoznaki Polsat raz na trzy dni, panimajesz?! Wpadniemy za tydzień, pozdro. No właśnie. Warunki zostały złagodzone i Nielsen się zgłosił.

Troszkę też nie.

Jacek Kurski wytaczając działa przeciwko firmie badającej oglądalność celowo miesza, ale trzeba przyznać mu rację, że dla małych stacji konkretna liczba widzów danego programu to często dzieło przypadku, a dzienne wyniki mniejszym telewizjom robią pojedyncze telemetry. Parę miesięcy temu, dyrektor pewnej mniejszej stacji rozrywkowej chwalił się w sieci, że dobrze z rana robi mu jakiś widz z Małopolski. Ktoś z panelu włączał sobie codziennie jego stację szykując się może do pracy, co robiło w dłuższej perspektywie przyzwoitą oglądalność liczoną w tysiącach. Innym razem baaaardzo niszowy kanał podróżniczy przez kolejne tygodnie notował mega rekordy i, nom, troszkę zaczęło śmierdzieć. Jakiemuś podróżnikowi udało się chyba dotrzeć do telemetra i zrealizował po cichu mokry sen TVP. Małe oszustwo przekładało się na wyższe wyniki oglądalności programów, a co za tym idzie – reklam, więc ka-ching!. Panel jest jednak płynny – stale ktoś z niego odchodzi i ktoś do niego przychodzi, a podejrzane rekordy kanału podróżniczego, o którym mało kto słyszał, szybko się skończyły. Często sam też widzę, że panelista zasnął przed ekranem, bo na jednym kanale jest dokładnie taka sama liczba widzów od pierwszej w nocy do piątej trzydzieści i żeby było zabawniej: wyrażona co do osoby, bez zaokrągleń. Nielsen jednak później koryguje te liczby, jeżeli widać w nich nieprawidłowości.

Mimo tych niedoskonałości, badanie Nielsena to dobre narzędzie. Osobiście i obrazowo ich wyniki porównałbym do sondaży exit poll, czyli badań robionych w trakcie wyborów przed wybranymi lokalami wyborczymi. Jedna firma rozstawia ankieterów w specjalnie wyselekcjonowanych miejscach. Ankieterzy pytają co którąś z wychodzących osób o oddany głos oraz proszą o kilka dodatkowych informacji o niej samej. Dzięki temu sondażowe wyniki wyborów  we wszystkich stacjach (które dogadują się ponad podziałami) mamy punktualnie w momencie zakończenia ciszy wyborczej, a te rezultaty (najczęściej) bardzo dokładne pokrywają się z ostatecznymi danymi Państwowej Komisji Wyborczej, czyli faktycznymi głosami prosto z urn. Może liczby widzów są lekko przeszacowane w jedną lub drugą stronę, a przedstawiciele mniejszych stacji całkiem słusznie mogą zgrzytać zębami widząc przez pół dnia same zera, ale liczby udziałów wyrażone w procentach mówią więcej, szczególnie te z udziałami długoterminowymi.

Z ciekawostek: paneliści nie zarabiają na tworzeniu wyników oglądalności. Biorą za to udział w programie lojalnościowym i co jakiś czas mogą sobie wybrać pralkę czy suszarkę.

Zatem tak się bada dzisiaj oglądalność. Nie tylko w Polsce, ale z grubsza we wszystkich innych krajach.

Telemetria Polska

Głośne dyskusje na temat jakości wyników oglądalności przyczyniły się do dwóch dobrych rzeczy – Nielsen zapowiedział zwiększanie swojego panelu oraz powstało stowarzyszenie Telemetria Polska, którego celem jest stworzenie nowych jednoźródłowych badań rynkowych. Nadawcy telewizyjni, marketerzy oraz Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji rozpoczęli już pierwsze dyskusje i widać żywe zainteresowanie tematem, ale jak to wyjdzie – we will see. Prace dopiero się rozkręcają i przyznam szczerze, że nie śledzę ich za bardzo, ale duże badania, ponad podziałami, z szerokim panelem są chyba czymś, czego oczekuje rynek – duże stacje, małe stacje, media prywatne, media publiczne, reklamodawcy i analitycy – słowem: wszyscy. Warto trzymać kciuki.

Gdzie znajdę wyniki oglądalności?

Najwięcej wyników oglądalności można spotkać na portalu wirtualnemedia.pl. Nadawcy lubią pochwalić się sukcesami w swoich internetowych centrach prasowych. Liczby można też znaleźć na forach internetowych poświęconych mediom np. SatKurier czy Media2, albo np. na Twitterze. Ja również wrzucam ciekawostki na swoje twitterowe konto, można zaglądać. :)

A żeby być na czasie z nowymi wpisami to można też dodać do obserwowanych stronę o tej stronie na Facebooku – klik!

2020

W związku z tym, że jest to jeden z popularniejszych wpisów na stronie, na który natrafiają również ludzie z przeglądarek, zaktualizowałem go nieco, poprawiając kilka nieaktualnych treści i nazw. Całość powstała wczesną wiosną 2019 roku.

W grudniu, Nielsen zapowiedział powiększenie swojego panelu do 3500 gospodarstw domowych, co oznacza, że badaniem od połowy 2020 roku objętych będzie prawie 10 tysięcy osób. Może to poprawić precyzję badania, zwłaszcza wśród małych kanałów.

You Might Also Like

16 odpowiedzi do “Jak się mierzy wyniki oglądalności?”

  1. Primo – co znaczy że oglądający ( Nielsen) muszą się zameldować ?? jeśli jest to przucisk na pilocie to pewnie pamiętają o tym – czasem. Po drugie jak liczona jest oglądalność w rodzinie która ma mniej odbiorników niż domowników ? przecież to że mąż ogląda mecz wcale nie znaczy że żona albo dzieci też chcą ! – a może oglądali by wtedy coś innego ?!?
    Czwarte – jak jest badane to czy ktoś faktycznie ogąda ? Jęśli tylko przycisk to przecież w niczym się to nie różni od niedoskonałości pomiarów Netii ! ( nawet gdyby był monitoring to pojawia się pytanie o badanie stanu np zasypiania przed ekranem )
    No i NAJWAŻNIEJSZE – skoro mowa o programach informacyjncyh to nie są to najlicziejsze widownie. Przy niecałych 2 tyś badanch wystarczy dotrzeć do kilku-kilkunastu
    panelistów zaproponować im niewielką gratyfikację aby ISTOTNIE zmienić wyniki oglądalności mniej popularnych programów.. A znając talen „medialny” poprzednich i obecnych właścicieli TVN zwłaszcza wcale bym się nie zdziwił …

    1. Opisałem to już – urządzenie do badania oglądalności podłączone do telewizora ma specjalny pilot. Jeżeli mąź ogląda mecz, a żona nie, to mąż naciska swój przycisk (stąd system wie, kto to oglądał), a żona nie naciska. Jeżeli żona dołączy w drugiej połowie, to naciska swój guzik. Jeżeli mąź w 70 minucie się znudzi, a żona zostanie, to on naciska, a ona nie. W ten sposób działa cały panel, co też już opisałem, i jest to dalej obliczane dla całej populacji. Nielsen stara się niwelować błędy typu, ktoś zasnął przed telewizorem i oglądał ten sam program od 22:00 do 5 rano. To jest właśnie to meldowanie.

      O mankamentach tego typu badania również napisałem, zaznaczając jednak że cały rynek jednak ufa tym liczbom, bo w tej chwili nie ma lepszego narzędzia do mierzenia wyników. Najwygodniej byłoby po prostu, gdyby telewizor każdego z nas szpiegował ;) Ale takie pomiary są tylko w sieci.

      Krótko mówiąc, wydaje mi się, że odpowiedzi na kwestie poruszone w komentarzu są już w tekście. Podobnie jak ta o „docieraniu do panelistów”, co przecież poniekąd chciał wymusić Jacek Kurski, ale Nielsen się nie zgodził na przekazywanie danych. Myślę, że firmie zależy na jak najlepszych rezultatach i opinii, dlatego paneliści są rotowani co jakiś czas, a gdyby ktoś zachowywał się podejrzanie to pewnie też by z listy wyleciał.

      Badanie Telemetria Polska, o którym wspomniałem w tekście, nie posunęło się ani trochę do przodu od momentu tej publikacji na mojej stronie. A na pewno przydałoby się narzędzie z jeszcze większą liczbą źródeł, panelistów, może połączenie sił, co każdemu przyniosłoby korzyść.

  2. O to trzeba pytać chyba w Nielsenie bezpośrednio. Ja też nie znam nikogo kto jest panelistą (może się nie chwalą?), ale biorąc pod uwagę, że telemetrów jest raptem parę tysięcy, to nic nadzwyczajnego.

    Nie znam też nikogo, kto odpowiedział po wyborach parlamentarnych w sondażu exit-poll, a jednak wyniki telewizyjne z 20:00 były prawie takie same, jak te z PKW. ;)

  3. W poprawionej wersji brakuje sformułowania, że dzisiaj Wiadomości TVP mogą robić wrażenie conajwyżej nad jakimś strumykiem! ;) a szkoda, bo to celne i zabawne spostrzeżenie.
    Dlaczego dzisiaj nieczęsto spotyka się pozycje z 5 milionową oglądalnością?
    Kiedyś to był standard. W 2005 roku M jak… miało ponad 12, a teraz nie dobija nawet do 5ciu milionów. Fakty kiedyś średnio 5, a teraz jak dojdzie do 3ch to sukces. Nawet mecze eliminacyjne do Euro słabiej się oglądały niż te z 2015 roku. Generalnie wszystko wszystkim spada? Czy to możliwe, żeby widownia tak odpływała?

    1. Zaktualizowałem tekst, bo generuje on dość sporo wejść, więc chciałem, żeby nowi lub mniej zorientowani w rynku medialnym czytelnicy mieli w miarę uniwersalny ogląd sytuacji. Dodałem trochę znaczników czasowych, okresach które opisuję, ale dzisiaj „Wiadomości” już niemalże zrównały się z „Faktami”, a ramówka rozrywkowa TVP robi świetną robotę, co przekłada się pewnie też na wyniki innych programów. Zaskakujące, że ktoś zapamiętał ten fragment o strumyku, zastanawiałem się, czy go zostawić, ale z dzisiejszej perspektywy i z powodów, które opisałem wyżej, był już trochę nietrafny ;) Tym bardziej, że w ostatnich tygodniach to stacje komercyjne z „wielkiej czwórki” marnieją z tygodnia na tydzień.

      Sam od baaaardzo dawna śledzę wyniki oglądalności i pamiętam czasy, kiedy seriale z widownią 2,5-3 mln były uznawane za umiarkowane sukcesy, a te mające koło 2 mln były kasowane. „Wyprawa Robinson” z finałem ponad 4 mln widzów nie doczekała się kontynuacji (chociaż tam średnia była dość przeciętna, z tego co pamiętam). Wydaje mi się, że mimo wszystko widownia odpływa, widzę to po sobie, że kiedyś oglądałem w TV dużo pozycji, a dzisiaj odpalam ją tylko dla wydarzeń na żywo (newsy, sport), a wielu rzeczy po prostu nie oglądam, tylko znam dość ogólnie ze względu na zawodowy obowiązek ;) Przykładowo: dopiero w tym sezonie oglądałem po raz pierwszy „The Voice of Poland” oraz „Mam Talent” po dłuuugiej przerwie (i w przypadku tego drugiego ze zdumieniem odkryłem, że format jest zdecydowanie przykurzony i wygląda dokładnie tak samo, jak 10 lat temu, więc nie dziwię się, że dobrze zrealizowane „Voice’y” ostro konkurują z TVN i zabierają mu widownię.

      Zobaczymy, jak to wszystko będzie wyglądało, kiedy Nielsen rozszerzy panel. Plus zacznie monitorować oglądalność w Internecie (co mnie trochę ciekawi, bo przecież nadawcy online znają dokładną liczbę wyświetleń, a Nielsen chyba na jakieś próbce będzie to konwertował do ogółu i sumował…? muszę się tu doszkolić, ale brzmi to dość abstrakcyjnie, jak dla mnie).

      Sam widzę, po wynikach „Żmijowiska”, że ludzie odeszli do sieci. Komentatorzy są bezwzględni w ocenie naszego serialu ;), tymczasem ostatni odcinek był naprawdę wow, na Facebooku są same pozytywne opinie wyrażane w ogromnej ilości komentarzy, a zsumowana oglądalność finału w luźnych szacunkach to w aż 45 proc. VOD i rosła z odcinka na odcinek w tej przestrzeni.

  4. Odebrałem dzisiaj telefon o nr +48224175640. Pani przedstawicielka firmy Nielsen zaproponowała mi udział w ich badaniach i oczywiście wynagrodzenie. Coś bredziła o pilocie, telemetrach i cały czas o kasie. Ponieważ byłem na ważnym zebraniu grzecznie pani podziękowałem ale niestety nie skorzystam z tego rodzaju inwigilacji. Jak była zdziwionan że nie chcę zarabiać siedząc przed tv, a najlepiej TVP jedynka. Tak nadawała że musiałem się rozłączyć.

    1. A to ciekawe – jak byłem na spotkaniu w Nielsenie to mówili, że paneliści nie dostają wynagrodzenia, a biorą udział jedynie w swojego rodzaju programie lojalnościowym, tzn. dostają jakieś punkty czy coś w tym stylu, które później można wymienić na nagrodę rzeczową. Może się coś zmieniło.

      Panel powiększy się w maju, być może szukają aktualnie nowych osób do badań.

      1. A kto by za darmo meldowal się co chwile i jeszcze budzil się w nocy i meldowal, że idzie spać. Punkty lojalnościowe? Come on?

        1. No właśnie! Też mnie to interesuje. Wszędzie jest to lakonicznie opisane, że podłączone do dekodera i dane się przesyłają…, a ja nie mam dekodera, bo oglądam telewizje naziemną na nowym telewizorze. Jak dane się przesyłają? Wiadomością zwrotną do nadajnika czy może telemetr jest podłączony pod internet?
          Jak telemetr po głosie rozpoznaje kanał gdy to samo leci na dwóch kanałach np. mecz na Polsat Sport i w otwartym Polsacie?
          Mówio, że jak oglądam z nagrania w ciągu dwóch dni to też się liczy…, ale przecież dane podawane są już następnego dnia rano.

          1. Co do danych z opóźnienia to te, które podawane są nazajutrz to są takie pierwotne wyniki i faktycznie Nielsen zlicza jeszcze przez 7 dni oglądalność z odtworzeń, więc Ci którzy mają dostęp do systemu mogą sobie zobaczyć ile osób jeszcze obejrzało nagranie tejże emisji i wtedy one są nieco wyższe.

            Pytanie o równoległą emisję na dwóch kanałach faktycznie trafne, telemetr musi mieć znacznie bardziej rozbudowany system analizy programowej niż tylko ścieżka dźwiękowa, o której powiedział mi pan z Nielsena na szkoleniu, co też wiąże się przecież z kwestią dot. otworzeń z nagrań, które są doliczane do głównej emisji, a emisje powtórkowe tego samego odcinka serialu później lub na innym kanale już przecież nie są. No i wiele stacji umożliwia oglądanie np. w oryginalnej wersji językowej, co również jest już inną ścieżką, a oglądalność jakoś się zlicza.

            Z perspektywy czasu sądzę, że tama prezentacja/szkolenie, na które trafiłem, było jednak dość nieprecyzyjne, bo większość informacji znałem wcześniej, a te nowe były przedstawione tak sobie. Nawet pilot do testowego telemetra, który nam wtedy pokazywano, wysiadł i nie mogliśmy zrobić sobie własnego mini badania :P

            Nielsen zlicza oczywiście też oglądalność z naziemnej telewizji, więc to moja pewna nieścisłość, że napisałem o podłączaniu telemetra pod dekodery, skoro do naziemnej żadne nie są potrzebne na dobrą sprawę. Poprawię to przy okazji.

            Celem wpisu było przybliżenie osobom niezorientowanym tego, jak bada się wyniki oglądalności w Polsce, ale na ciekawe rzeczy zwracacie uwagę w komentarzach. Ja, jak wynika z tekstu, w Nielsenie nie pracuję, więc nie chcę wchodzić w szczegóły techniczne, bo mogę wprowadzać błąd. Takie kwestie to już chyba bezpośrednio Nielsena trzeba pytać. ;)

      1. Jaka kasę zaproponowali, bo teraz jeszcze dwie inne firmy poszukują chętnych do instalacji dekodera pomiarowego. Oni robią test dla Krajowej Rady

  5. Dlaczego teraz jest taki problem z dostępem do wyników oglądalności?! Nie chodzi mi o takie super szczegółowe dane za które trzeba płacić ciężki hajs, ale o takie jakie do
    2007 publikowali na wirtualnychmediach czyli co tydzień top10 4+ Nielsena oddzielnie każdej dużej stacji i udziały w rynku. Takie informacje były najbardziej optymalne dla zwykłych ciekawskich.
    Później przez jakiś rok takie tabelki publikował nieistniejący już portal medialink. Wszystko było jasne, każdy kto chciał mógł sprawdzić i zaspokoić swoją ciekawość. Obecnie na WM publikują tylko top20 zbiorczo wszystkich stacji. Niewiele z tego wynika, bo część pozycji w tym zestawieniu od lat co tydzień jest taka sama. Wiele produkcji nie dostaje się do tego podsumowania, miejsca na tej liście zajmują „śmieciowe” programy typu „Programator”, „Włącz emocje” i mamy niewielki podgląd na sytuację oglądalności. Jest to jedyne cotygodniowe, oficjalne zestawienie. Z braku laku dobre i to, ale to bardzo, bardzo mało. Dobrze, że możemy liczyć na pańskie tłity, zdaje sobie sprawę, że to zależy tylko od pana dobrej woli, ale prosimy o więcej i częściej.

  6. A ile czasu trzeba mieć włączony dany program tv żeby był zanotowany do oglądalności? Podejrzewam że skakanie po kanałach się nie wlicza bo jest przez Nielsena weryfikowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.